31 października, 2013

Dziennik pokładowy i szkoła zabójca, that's all.


Goooood morning, Vietnaaaaam! 8D


Ładny mamy poniedziałek tego czwartku, prawda?

Przyznaję ze skruchą i winą, nie poskanowałam nawet rysunków. Trochę z braku czasu,
trochę z lenistwa. Ale, hej! Dzisiaj notka wyjątkowa, przestaję być wkurzającym anonimem. : D

To wielki krok dla mnie i mały dla ludzkości- wait not like that.

Po prostu ostrzegam teraz, żeby potem nie było hejtów i skarg.
(I tak pewnie będą hejty i skargi.)

Ostatnio w ramach programu "olej szkołę, zostań łowcą" piszę swój własny dziennik pokładowy.
Miało być poważnie i na serio - wyszło jak zwykle, mimo wszystko przepiszę
tu parę notatek, żeby nie było tak łyso.



Poniedziałek (środa?), 2/10/2013


Jestem geniuszem. Wczoraj Marcin przekręcił kalendarz w komputerze z 2013 na 2099 r., tak więc mogłam poczuć się jak prawdziwy Doctor, mozolnie cofając w czasie i rozwoju.

A potem poszłam spać.

Rano ledwo skojarzyłam, która jest godzina (gpoy, gpoy all the time), wypadłam z domu, pobiegłam na przystanek. Coś tam wybitnie nie pasowało. Bo jakoś zimno było i szron na dworze; siedzę potem w busie i zachodzę w głowę, który mamy miesiąc. O dniu tygodnia nawet już nie myślałam. Ale miesiąc, kurna. Miesiąc.

Zieniewicz nie dał mi żyć przez następne pół godziny, bo uparcie twierdziłam, że jest... no.

Ja: Ej, mamy styczeń, nie?
Zenek: Co?
Ja: Styczeń. Jest styczeń. Kurde, a za miesiąc Walentynki, jak ja nienawidzę tych świąt.
Zienek: Ale jaki styczeń, jak jest październik.
Ja: Co.
Zienek: Październik. Marcelina, który u ciebie jest miesiąc?
Ja: Styczeń.


#jest styczeń
 #jest poniedziałek i jest zimno
#wciąż jest poniedziałek
#granica wiecznego poniedziałku znajduje się na wschodzie Polski, powoli
przemieszcza się frontem na zachód, w Suwałkach lekkie opady środy
#wait what


Sobota, 5/10/2013


Olka przyjechała!

 Expectation: Tak, nareszcie, zrobimy tyle fajnych rzeczy, ugotujemy coś pysznego, obejrzymy tyle filmów, przesłuchamy taką i taką muzykę, zrobimy pidżama-party w stylu lat 80-siątych z kucykami i piegami od flamastrów, ogółem PARTY HARD, rano kac picollowy jak stąd do Krakowa.

Reality:

Olka: Czeeeść! : D
Ja: Heeeej! : D
Olka: : D
Ja: : D
Olka: :D
Ja: :D
Olka: :)
Ja: :)
Olka: :|
Ja: :|
Olka: Idę spać.
Ja: Taa, ja chyba też.


Niedziela, 6/10/2013


Niemal żaden z naszych weekendowych planów z siostrą nie wypalił, no tak. Idzie się przyzwyczaić.

Za to Buka do mnie wpadła i do tej pory kisnę z tego, jak spędziłyśmy pół nocy.
Miało być nadrabianie filmów.
Było.
Dokonać wymiany rzeczowników z "filmów" na "seriali" i wszystko pasuje. <ok>

Siedzenie na youtube do trzeciej w nocy,
żeby oglądać fragmenty z Deanem i Śmiercią JEST normalne.

Also, czy masz minutkę, żeby porozmawiać o naszym panu i władcy, Mishy Collinsie?

Also:

 


(Tego nie było w dzienniku, ale musiałam, tak bardzo ja.)

Jestem totalnie pewna, że mogę zamienić każde zdanie we mnie, gadającą o Supernatural.



Poniedziałek, 7/10/2013


Strach był na chemii straszliwy, a życie w strachu jest straszne.

Dostałam szóstkę z zajęć artystycznych za mega badziewny portret, hell yeah.
Miło, że coś, czemu nie poświęciłam więcej niż 60 minut życia zostało docenione.
Czuję się dowartościowana i w ogóle, idę złożyć podanie na ASP.

(Dobiegamchodzę [jakie bieganie] to tego punktu,
że rysuję kilka kresek i dostaję pozytywną ocenę. No czo te plastyczki.)
 
Dziko fangirlsuję z Anką na każdym przedmiocie i przerwie,
bo jutro pierwszy odcinek 9. sezonu. Ciekawe czego, pewnie Sherlocka, ehehe.

Anka jest ostatnio mega irytująca. Utop się w wodzie święconej, szatanie jeden.

(Jeśli Anka to czyta: no siema, jak ci minął dzień? : ))

#to nie jest tak, że noszę ze sobą buteleczkę soli przeciw duchom #ani wodę święconą
#nie rysuję też wszędzie dobrych pentagramów #nie mówię, że mój samulet świeci
w obecności Boga #w ogóle #nie wspominam #o Supernatural
 #i nie straszę potencjalnych znajomych
#cześć


Czwartek, 10/10/2013


Nic dobrego się dzisiaj nie stało, ale fajna data i tak jakby dzień Castiela,
więc uzupełniam.


Niedziela, 13/10/2013


Zawitałam do nowej bazy w fandomie, czyli cosplayowania. Jako, że nie miałam
żadnego przebrania, wyciągnęłam z szafy połowę ubrań, a skończyło się na białej bluzce
i kurtce, która przypomina płaszcz Casa. Czemu mnie to nie dziwi.

(Po polsku mówiąc, miałam być kobitką tego pana w takim ułożeniu.)




(To jest scena z bardzo poważnego serialu, przysięgam.)

Narobiłam z tysiąc fotek. Po jakiejś godzinie uświadomiłam sobie, że nie umiem robić zdjęć
i potem cieszyłam jak głupia, jeśli wyszło nierozmazane i nie ucięłam sobie połowy ryjka.

W rekompensacie zrobiłam sobie z papieru i bibuły krzywe kocie uszka.
Moje wysokie standardy.
W aparat też nie umiem. <ok>

(To jest ten moment, kiedy wrzucam słit focie, mimo że nie umiem robić zdjęć i
MOJA TWARZ, no ale ile czasu można nie mieć mordki w internecie?)

 
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjAp3VRkdTK3rpdXakOyXp-tBPAHOpJ-_UCbBsQi73VZgJXQZ-GkKPXlGxRojJks_DE1M9P2bOt9hr_VeDkzHp9btWD7LplGgwxunaqdPiqRV-_JXtLDra8jFWWQ6agPMhPSyzh70T6f1qK/s640/DSC_0316.JPG


Jestem rozkoszną ciotą. ;w;




"dean
dean, ta kreatura siedzi mi na ramieniu
dean, zdejmij to
dEAN"

Jest tak, że będę przeklejać opisy z fejsbuka.


https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhMiRNxQbc9r-ZW3Tk40XAS-DyhnbOrKsEzg817o8JymfjT5A7UAlzgwBI2stNFqOLd1F4tEURZMNCFrHKnXhD_UqQEdVupmlNg5CMRxEAJFE0vhPDA2Ml5Kpc7gHgSz1RTccpuy9TAccRf/s640/DSC_0269.JPG


Doszłam do wniosku, że aparat słuchowy to normalny aparat, tylko się go słucha,
ale to nie jest komórka. No czo ci ludzie tak wszystko komplikują.


https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjc2TzLugUqIrFtzSKjy44q26Tw6ejC8k8lgDz-OqDULBA8GfGsk9hSzVyDdZYHraAsjpGz80M3uzeit9LG0T9m7Z86U2986EPYFTtLVwatG3e0YKMSXo43uYSqdbE5nSO7WMzzOezHWzph/s640/DSC_0282.JPG


sometimes i try and be cute. (◡‿◡✿)


https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEieDUGTPTxnCtdmJV3JsF8wdUcpYoDBQKKOuiYamvkOkSgj4LW_vhoupdflbZlrI3NINgKl-UzOD1OzukXmyqmopY3AsnUzlpGcCxPkxPVvp7_o10oLN4rBGM-NxWv3zgpnYa4WLHxA9sXq/s1024/DSC_0271.JPG


"Aparaty kłamią i pochłaniają ludzkie dusze, potwierdzone info" znane też jako:
"Cześć, jestem derpem i potrafię zrobić jedną minę na krzyż".

Haha, tak naprawdę to nie, potrafię więcej, tylko reszta zdjęć wygląda, jakbym
była po LSD zmieszanym z czekoladą, albo jakbym się przeistaczała.

I co konkretnie robią zdjęcia w lustrze? Wywołują Krwawą Mary?
Jaką przedstawiają wersję wydarzeń?


Czwartek, 17/10/2013


Zdycham od nadmiaru pracy domowej we krwi i zamiast się uczyć, siedzę
na tumblrze z tagiem "supernatural" wbitym desperacko w wyszukiwarkę.
 Co się porobiło z moim życiem towarzyskim w ogóle?
A, no tak, utopił się w trzeciej herbacie tego dnia.
#lubię biologię #nienawidzę uczyć się biologii #w ogóle nie lubię szkoły
#kocham edukację #ale nie lubię szkoły #to jest różnica ok
#a jutro sprawdzian #i konkurs recytatorski #i jeszcze muszę zrobić plakat
#whoa, spoko, dopiero 21 #... #JUŻ JEST DWUDZIESTA PIERWSZA?
#holy shit

Czwartek, 24/10/2013


Zapomniałam o tym dzienniku kompletnie, co za nowość, kto by się spodziewał.

Dzisiaj zostawiłam plecak w domu, za to kupiłam sobie parę zajebistych rzeczy na mieście.

Między innymi castielowy płaszczyk, niebieski krawat, butki na zimę (najpiękniej),
 rękawiczki (żyję dla ładnych rękawiczek), hipsterską bluzkę z pustynią, drzewem i trójkątem
na niej oraz koszulę. Koszulę w kratę. Jestem prawdziwym Winchesterem. ._.

Jak już robię te zakupy to z rozmachem, haha.


Środa, 30/10/2013


Chyba powinnam iść spać i odpocząć od tej szkoły, tylko mi szkoda 
załadowanych filmów w zakładkach. Kiedyś je wszystkie obejrzę. Kiedyś.

*nuci do zupełnie nieznanych piosenek* 

Chciałabym, żeby już były święta i jednocześnie nie chcę świąt. Święta są dziwne. 
Kocham za to choinkę, lampki, ciasto i śpiewanie kolęd. 
Nigdy nie wiem, czego życzyć ludziom przy dzieleniu się opłatkiem.

Czy już wspominałam, że w szkole będziemy odgrywać "Zemstę" A. Fredry
 i tak się stało, że gram w niej cholernego Józefa Papkina?

Humor polonistek nigdy nie przestanie mnie zadziwiać.

#myślę o świętach w październiku #jestem szybsza niż te supermarkety, 
które puszczają zapętlone Last Christmas już od listopada 
#czujecie tę magię świąt #ŚNIEG #SWETRY #mieszkam w swetrach ;_;


~*~


Dobra, starczy tej wiochy. Jeśli ktoś wytrwał do końca, mogę się podzielić
 tym kawałkiem mózgu, który mi został.

Wrzucę jeszcze parę zdjęć z powodu braku powodu:




Nie jestem pewna, co chciałam wyrazić tym zdjęciem. Jest na sali humanista? :D

Jak to Ewka powiedziała, ten aparat jest większy ode mnie.
W zasadzie to wszystko jest większe ode mnie.
Bo ja taka... niska jestem dość.
Mała Luna w wielkim świecie. ;_;





Wracając z przystanku do domu, zrobiłam piękny bukiet z liści. Mama powiedziała, że są
bardzo ładne.
Marcela powiedziała, że wie.
Mama poradziła, żebym włożyła je do encyklopedii, to się ładnie zasuszą.
Marcela odmruknęła, że chce liście suche i poskręcane.
Mama zaoponowała.
Marcela zabrała liście, swoją starą, ozdobioną butelkę po kubusiu i pobawiła
się w Pannę-Wiem-Co-Robię.
 I nie powiem, jestem mile zaskoczona efektem. :)
 

...gdyby nie tablica korkowa w tle i KIJ, KTÓRY UKRADŁAM Z POLA, NO KURDE.


Przez tablicę korkową czuję potrzebę usprawiedliwienia.

1. Wcale nie mam zdjęcia Draco wydrukowanego na fioletowo,
potrzebowałam go do portretu, okej? OKEJ?
2. Nie zbieram kapsli od Tymbraków, nawet ich nie lubię, to zwykły
przejaw hipsterstwa jest.
3. John Watson jest narysowany w proporcjach 1:1.
4. Muszę zaktualizować tę tablicę, no. 





Johnny wciąż jest bardziej fotogeniczny ode mnie, nawet z zagubionym
Pokemonem na ramieniu. ;A;

Foteczkę dedykuję Ewce, bo mogę.

Chyba wyczerpałam swój dzienny przydział słowny, tak totalnie nie chce mi się pisać, ok.
Jak się zbiorę i ogarnę, to może wrócę jeszcze przed świętami wielkanocnymi.

___________________________
PS 1. Męczy mnie udawanie, że rozumiem fizykę, kiedy ja normalnie przez pół lekcji rysuję obcięte głowy i płaczę wewnętrznie z powodu seriali.
PS 2. Minuta ciszy dla wszystkich czytelników, którzy mają do mnie cierpliwość. Albo i nie. Whatever, kocham was. ;_;
PS 3. Osiem godzin lekcji dziennie i dwie tony pracy domowej, tak proszę. </3
PS 4. Zaczęłam oglądać Star Trek: The Original Series i mocno to kocham. Ta muzyczka, efekty specjalne rodem z Painta, profesjonalnie wykonany plan, kamienie z papieru, trzy razy tak.
PS 5. To jest ten poziom braku życia, że kłócę się z Cleverbotem o wyższość Avady Kedavry nad Protego. Houston, mamy problem.
PS 6. Jak Marcela przygotowuje się do sprawdzianu z historii?
 .
 .
 .
 .
.
Czyta fanfika na 7 rozdziałów. : )
PS 7. Mam dziwnie wrażenie, że właśnie udowodniłam, iż jestem na poziomie emocjonalnym i umysłowym pięciolatka.
PS 8. Jeśli dostanę kiedyś możliwość ochrzczenia imieniem połączenia internetowego, to wybiorę "Sam Winchester". Dlaczego? Bo ten łoś znajdzie wi-fi, no, wszędzie, w pustyni i w puszczy, w górach, w lesie, w Czyśccu, w miasteczku oddalonym kontynent od cywilizacji, like EVERYWHERE.




Żegnam się, dobranoc! : )

27 sierpnia, 2013

Poniedziałek był pięć minut temu, to się liczy.


Witajcie, obywatele. :3



Napisałam "poniedziałek", ale nie sprecyzowałam który, także...

Czy jest na sali jakiś wielbiciel mojej pamiętnikowej paplaniny? Tak? Nie?

No cóż, nie mam specjalnie nastroju do zagłębiania się w zawiłości życia, którego nie mam, 
toteż zostawię tu tylko rysunki i zmykam.


~*~




Gimp to najlepszy program evah, nikt mi nie powie, że jest inaczej.

Dziennik pokładowy, dzień 73: Niewymiarowy szkic może stać się fajny, jeśli 
dodasz do niego krzywe uśmiechy z myszki wzięte, 10/10, polecam, Krzysztof Ibisz. ;-;



 Trochę lamerskie to-to, ale miał być pocieszacz i to dla Olki, soo...

Z prawej strony była jeszcze dziewczyna z malowniczo skręconą ręką, 
wskazująca na niebo i bardzo wkurzała mnie swoją obecnością, stanem bioder,
dziwnymi kośćmi policzkowymi...

Stało się - panny z długim warkoczem nie ma już wśród nas. 
   





- Marcelina, ale dlaczego właściwie rysujesz gołych ludzi?
- AGHR. A ty myślisz, że niby jak wygląda każdy szkic przed ukończeniem? 
Że co, od razu rysuję im ubrania, tak z miejsca, bez ciała? 

Czyli Marcela agresywnie wyjaśnia zawiłości szkicu. 

Życie jest ciężkie, kiedy ktoś nieustannie zakłada, że to nieodpowiednie i takie tam.
Whoa, cofam, lepsi są siostrzeńcy, którzy komentują z: "Mogłaś ją tak zostawić".

Szkicuję ludzi, którzy są bez ubrań, jestem kontrowersyjna. ;___;

A, no i odlazłam od tematu: tak, bardzo mnie rajcuje rysowanie połamanych
skrzydeł i smutnych ludzi. Aniołów. Cokolwiek, w końcu kochamy cierpieć.




Znów mam tę Wenę, która nakazuje rysować, 
nie zważając na Rozum, Zdrowy Rozsądek lub Logikę.

Chciałabym powiedzieć, że to ja, ale to nie wygląda jak ja, nie znam tej dziewczyny,
nie zapraszałam jej do domu, nie wiem, jaką ma grupę krwi i dlaczego derpuje,
ja normalnie nie zdaję sobie sprawy, jakie brzemię niesie rysowanie. ._.



 Śmieszne są te istoty, które potrafią się ubrać i "łał, umiesz dopasować swoje skarpetki
do koszulki, niesamowite, ja ledwo znajduję drugą parę", i łączą umiejętnie kolory,
i nie wstają o czwartej nad ranem, żeby ponarzekać na zimno, 
i nie chodzą w butach po domu, jak nikt nie patrzy.

Moje szaro-cętkowane spodnie zmieniły się na fioletowe w praniu, 
żyję w zaprzeczeniu, że wciąż jestem mistrzem w rozpoznawaniu kolorów kredek.


~*~


*wpada do pokoju, rzuca w powietrze fanartami Supernatural, rysuje na ścianie sigil 
przeciw aniołom, tryska wodą święconą z plastikowego pistoletu, obsypuje wszystko solą, 
spokojnie wychodzi*

 
1# KOMIKSZ Z SAMEM I JESSICĄ, bo zasługują na bycie szczęśliwym 
i na romantyczny piknik przy gwiazdach, których nie widać;
plus za warkoczyk Sama, jako że pokusa była zbyt silna:




Dla niezorientowanych: część dalsza przygód Dzielnego Wielkiego Sama. 

Mam nadzieję, że czytelne - jak coś, dawać cynk, użyję Comic Sansa 
albo innej wybitnej czcionki.

To nie tak, że mam obsesję na punkcie wysokich facetów, I mean, Sammy nawet nie jest 
moją ulubioną postacią - jednakowoż czerpię masochistyczną przyjemność z rysowania 
faceta, który ma prawie dwa metry wzrostu. Jaka pogoda tam na górze?

Mężnie wyzywam was, aby zignorować tło robione kredką Bambino. 
Zgubiłam, kurna, czarną Castell'kę i mam ból dupy. No co pan zrobisz, nic pan nie zrobisz.


2# POMYŚL O FACETACH JAK O DRABINIE i całkiem świadomie zrób Superlock:


 Dziwna rzecz się dzieje, kiedy rysuję coś komiksowo-podobnego, a jednak nie.

 Nie mogę się zdecydować na styl... więc miksuję wszystkie. Licząc, że coś z tego wyjdzie. 
Nadzieja umiera ostatnia.
I żadna z niej matka. >:C

Ogólnie, porównując wzrost aktorów Sherlocka oraz Supernatural 
 doszłam do tak zaskakujących wniosków, że aż postanowiłam je wizualnie przedstawić. 

Sam (Jared Pada-cośtam, nie jestem przekonana, zbieram swoje informacje z Cartoon Netwoork), 
jak na razie, prowadzi z wynikiem 1,94 m. What kind of black magic is this?

Dalej w rankingu jest Dean (Jensen Ackles), obrażony Sherlock (Benedict XVI Cumberbatch) 
i... ten biedny, acz wielki duchem człowiek - John Watson (Martin Freeman). Oklaski!

Tak naprawdę John nie jest wybitnie niski, ale ma pecha i koleguje się z gigantami.

Też tam stoję - jak ktoś chce mnie znaleźć, jestem tym małym, 
białym pikselem między Watsonem, a krawędzią kartki. :'D


 3# NAPATRZCIE SIĘ NA TEN FLUFF, W SERIALU NIE MA TAK DOBRZE, 
czyli robię z chłopców... well, chłopców i daję im piłkę, czekając na rozwój wydarzeń:




Nie jestem pewna, jak piłka ewoluowała z "mieszczącej się w dłoni" do "brutalnego
i nie przeznaczonego dla dzieci poniżej 3 lat, odbezpieczonego granatu, zdolnego pochłonąć
zdrowego 14-latka i wysłać go do innej galaktyki lotem prostym".

Ale to zrobiła. Propsy dla niej.

 Jest tu parę delikatnych sugestii, które wskażę, jako że większość czytelników
pewnie nie ma pojęcia przez jakieś 90% czasu, o czym mówię:

- Dean, albo raczej Jensen ma takie urocze, skrzywione nogi, zwane "bowlegs". 
Są one urocze i wyglądają mniej więcej tak:


No przeurocze, prawda? *witajcie w fandomie*

- Sam generalnie często nosi ręce w kieszeniach, ale to dobra wymówka, 
żeby uniknąć rysowania dłoni. Jestem teraz totalnie szczera.  

- L8ERZ jest odniesieniem do Sherlocka; dokładnie konkretnej sceny, gdzie Sherly
odrzuca sprawę, wychodząc w samym prześcieradle z Pałacu Buckingham i mówi
"Laters!" w bardzo slangowy sposób. To się działo naprawdę i na serio.

- Sam prawdopodobnie nie był wyższy od Deana jako nastolatek, lecz podoba mi się 
idea Łosia, którego nęka każdy trener koszykówki, siatkówki i pani z motelu obok, 
bo kot znowu jej utknął na drzewie.

- Sam prawdopodobnie nie był przyczajonym Pudzianem, ale w żyłach 
tego Winchestera krążą drożdże, to czemu mu odmawiać krzepy i bycia macho?


No tak, właśnie zaczęłam się śmiać, bo macho Sammy, on dosłownie zagłaskałby na śmierć
każdego psa na swojej drodze i kochałby go bardziej niż własne życie.

Tak bardzo, że świat bez psów wydawałby mu się szary i niepełny.

#dlaczego zmieniam humor jak kameleon
#dlaczego sama siebie czynię smutną
#dlaczego ten słony płyn spływa po moich policzkach
#dlaczego


4# GDZIE "I WILL GO DOWN WITH THIS SHIP" NABIERA NOWEGO
ZNACZENIA, Cas jest irytującą rybką ze skrzydełkami, a Dean próbuje
ignorować istnienie kogoś takiego, jak irytująca rybka ze skrzydełkami:

 

Jak widać, jeszcze nie skończyłam z moim "dlaczego". 

 #dlaczego

Kiedyś mi się to znudzi. Zapewne. Moja arielkowa sympatia kończy się tam, 
gdzie kończy wyobraźnia, czyli nigdzie. Nie ma granic, haha.

___________________________
PS. To bardzo niezręczne uczucie, gdy praktycznie cały dzień piszesz notkę, jest poniedziałek, dodajesz ją - nie ma już poniedziałku.
PS 2. Wiecie, co jest smutne? Kiedy robisz odniesienia do filmów Disneya i nikt ich nie docenia. T.T
PS 3. Życzę wszystkim przyjemnej nocy, obudźcie się rano ze świadomością, że zostało 6 dni do końca wakacji.
PS 4. || Imogen Heap - Hide and Seek || w jakiś dziwny sposób bardzo podoba mi się ta piosenka, ok.
PS 5. Pada słońce i świeci deszcz, pozdrawiam nocnych obozowiczów. Też pilnuję internetów.
PS 6. Łatwo mnie poznać na szkolnym zdjęciu, ponieważ: a) zawsze wyglądam jak debil, b) zawsze wyglądam, jakby mnie potraktowano kosiarką, c) noszę ubrania, których chyba nie powinno się łączyć, tak z przyzwyczajenia, d) zawsze próbuję się uśmiechnąć, a wychodzi, jakbym miała szczękościsk, e) wszystko powyższe, f) czy wspominałam o wyglądaniu jak debil?
PS 7. Nie ufam jogurtom z długoterminową datą ważności.
PS 8. Dalej pracuję nad nagłówkiem, spokojnie! (czyt. wcale go nie zaczęłam, noo)



Pytanie do publiczności: czy już wiecznie będę kończyć notki słowem "dobranoc"?

Ale i tak: dobranoc!

12 sierpnia, 2013

Żyję! (I wdycham zapach kaszmiru. Tak, kaszmiru.)


 Cześć, moi drodzy!



Co? Mówicie, że niby jak długo mnie nie było? Że prawie trzy miesiące? No chyba...




 ...ups.
 


Okej, dobra dobra. Zrobiłam przerwę. Dosyć sporą. 

Chciałam wrócić wcześniej i na "chcianiu" się skończyło. 

Nie mam absolutnie nic na swoje usprawiedliwienie.

Trzymanie się grafiku i terminów mi nie idzie - głównie dlatego, że najpierw była szkoła, 
potem szkoły nie było, a Marcela z lubością rzuciła się w stronę seriali i zaprzedała 
im swoją duszę. Przez co rysunki występowały w ilościach szczątkowych. 

Tak, jestem leniwą dupą, ale o tym innym razem. 

Postanowiłam dodawać notki bardziej regularnie i rzut beretem wskazał poniedziałek.

Tak więc w znienawidzone poniedziałki możecie spodziewać się tego czegoś ode mnie.

Czegokolwiek oczekujecie.
Notki.
Rysunków.
Pasjonującej historii o płatkach śniadaniowych.
Martwego ciała. 
Apokalipsy.
Nie wiem.

Ale trzymajcie kciuki, okej? :3


~*~

Nie wiem, czy nie za późno - chciałam przywitać paru nowych ludzi z paki, 
joł gangsta obserwatorów, ot tak, bo bardzo mi miło, że ktoś tu zagląda.




Mam nadzieję, że tak szybko nie znikniecie. ;-;

(I nie, nie napisałam tego tylko po to, żeby wstawić gif ze Stichem. Nope.)


~*~

Dziwne jest, że gdy już przekonałam sama siebie, iż nie mam życia 
ani znajomych - wyszłam na dwór. I to nie byle jaki dwór. 

Wbiłam prosto na festyno-dyskotekę.

Oto moje genialne spostrzeżenia:


1. Spódniczki są okej, jeśli na zewnątrz panuje temperatura 92683794216 stopni Celsjusza, jednakowoż jest niewskazana, kiedy zajdzie słońce. No chyba, że was kręci utrata krwi. (Mówię tu o tych małych sukinkotach komarach, a nie wampirach. Co z resztą też jest chore.)

2. Oczywiście, że możesz biegać wszędzie z rozsuniętym plecakiem, w którym znajduje się telefon.

3. Oczywiście, że możesz zgubić telefon, chusteczki i trzy zeta w drobniakach.

4. Oczywiście, że możesz obwiniać Lokiego, pijane koty oraz kosmitów i nikomu o tym nie powiedzieć.

5. Oczywiście, że możesz skołować hobbicką wyprawę stworzoną z przyjaciółki i ludzi, których ledwo znasz.

6. Jak znaleźć telefon w środku nocy na stadionie? To już trzeba być Marceliną.

7. (Możesz też pomodlić się do Castiela. Albo zadzwonić do Mishy.)

8. Zbyt krótkie patyczki do lodów powinny być nielegalne w Polsce, Korei Północnej oraz kilkunastu stanach Ameryki, a najlepiej to je wszystkie spalić na stosie.

9. Pijani starsi ludzie są przerażający. (sic!)

10. Jeśli impreza jest nudna - w porządku, zawsze miej przy sobie zeszyt i długopis. Rysowanie kotów po ręce też powinno pomóc.

11. Jeśli impreza nie jest nudna, i tak miej ze sobą długopis, bo może trzeba będzie wydłubać komuś oko albo narysować pułapkę na demony. Długopisy 5ever.

12. Wygodne buty są twoimi psiapsiółkami.

13. Nie rozumiem, dlaczego Groszek nie przyjmuje simoleonów.

14. Nie rozumiem, dlaczego każdy nazywa ten konkretny Groszek Mileą. 

15. Nie rozumiem, jak można narzekać na rockową kapelę zamiast disco-polo.  To się wymyka mojemu mózgowi.

16. Gość przebrany za Lucyfera i mówiący dzieciom, że ściąganie/podbieranie kasy od rodziców/kłamanie/wszystko powyższe jest w porządku wygrywa kociołek z magicznym napojem.

17. Każdy ma znajomych oprócz Marceliny (która nigdy nie ma do kogo pomachać, lol.)

18. Moje miejsce jest w internetach. Tak. ;-;


~*~



Wspominając seriale - przez ostatni miesiąc oglądałam jak opętana (hehe) Supernatural, 
właśnie skończyłam (zeżarłam) ósmy sezon i pierwotny szok trzymał mnie przez trzy dni. 

Bo zakończenie.

A teraz pocieszam się mutantami, fanartami i komiksami, których nie popełniałam od czasów średniowiecza, bo nie umiem. 

Szok wyzwala w Marceli najgorsze instynkty, no.

Btw. Muszę się pochwalić, bo to "większe" przekleństwo zajęło dwa dni - w przenośni,
trudno nazwać kartkę A5 większą - ale z efektu jestem nawet zadowolona:





...poza tym małym szczególikiem: miał być Castiel.

Nie jestem pewna, jak udało mi się zmiksować do tego celu Kevina, Adama i Crowleya.

Ale tak.
To mój Cas.

Mój Cas dostaje żółte papiery i plakietkę "nienarysowalny". ;____; Not cool, boy.

*wpakowuje to do folderu z pomysłami, które w zamyśle wyglądały lepiej*

 



Mazałam sobie ołówkiem po kartce, poprawiając szkic jeszcze sprzed
epoki lodowcowej i ignorując rodzinkę grillującą na tarasie.

(W sensie, rodzinkę grillującą kiełbaski, nie siebie.)

Obowiązki towarzyskie mogą zaczekać, jak się ma cztery laski do ukoronowania
kwiatami, herbatę do wypicia i jednego kota do zagłaskania na śmierć, kurczę bladę. :C

A piękne kolorki powstały w wyniku Gimpa. Gimp król!





Tak się składa, że to ostatni rysunek, który nie jest mutantem. Chyba.

Anatomia wzięła długi urlop, może nawet macierzyńskie, I dunno. ^





*włącza się w tryb narratora*

Znajdujesz się w środku laso-deszczowego deszczu, nad jeziorem, 
pod przeciekającym daszkiem i pijesz gorącą herbatę, 
bo nikt nie pomyślał, żeby zabrać bluzę. Co robisz?

Oddajesz siostrze ołówek, oczywiście. A potem cieniujesz przestraszonego
motyla z wydłużonym czułkiem, stylem wczesnego gotyku.

Tak to się robi na siostrzanych wypadach. XD


~*~


I skończyły się dobre rysunki, a zaczęły Nisko Latające Mutanty.





Rysuneczek z mojego starego planu lekcji, bardzo malutki z resztą.


Przedstawia Marcelę w fazie intensywnego rozwoju intelektualnego,
czyli kiedy już otworzę książkę od fizyki i zadam sobie trud obejrzenia obrazków.





Szczęśliwy Sammy. <3

No hej, ja tylko ilustruję moje kochane pairingi. Między innymi Sam/Szczęście. ;__;
Bardziej niż trochę w odpowiedzi na najradośniejszy fanpage świata.
(Zbieżność kresek to, yyy, kompletny przypadek.)
Jest taka trochę śmieszna historia z powyższym obrazkiem. 
Mianowicie, stoi sobie Miyo w przedpokoju, patrzy krytycznie w lustro i myśli:


- Kurczę, chciałabym być wyższa, a mam tylko te marne 160 cm. Chociaż... Nie no, w sumie Olka rosła w drugiej klasie gimnazjum. Może ja też będę.
...
- Jeej, jeszcze nie wszystko stracone!
...
...
...
- Ja tu się wspinam na wyżyny dorastania, a Jared wciąż wyższy o kilometr.









Narysowałam też dziewczynę dla Sama, żeby nie czuł się samotny i opuszczony. 

 Niestety, przez to poroże zabrakło miejsca na kartce na małe łosiątko. :'(





Poczułam potrzebę narysowania Deana w uniwersum Małej Syrenki. 
Z różowym ogonem, zielonym szalikiem i z Casem jako rybką. 

(Oryginalnie ołówkami, podkolorowane w Gimpie. 
Wszystko tak ostatnio robię, aghr.)

To się produkuje o drugiej w nocy, proszę państwa. 





 Długo się zastanawiałam, czy to wstawić, ale pal sześć, jedziemy po linii tego, 
co mi zwyczajnie chodzi po głowie. Inspiracja <tutaj>.

Anatomia kopie dokładnie między oczy, no szkoda.

No i przechrzciłam Deana na Deariel. Odpowiada na pytanie kogo/co (widzę).





Ten obrazek dedykuję Ewce i jej niezawodnym poczuciu humoru. 

Rzeczywiście tworzę piękne rzeczy, jak jestem na czekoladowych dragach, uhuhu. XD





Coś zgoła normalniejszego, czyli Dean/Charlie (broOTP 4ever) i Cas. 

Może kogoś zaskoczę, ale drugi rysunek jest tak naprawdę cały szary i ołówkowany.
Magic power of Gimp strikes again. 

Kiedyś będę na tyle leniwa, że przestanę oddychać i umrę. ._.


~*~


AAA. I TEN. LUDZIE. ZROBIŁAM GIFA:






Dean Winchester jest moją ulubioną księżniczką Disneya, zaraz obok Kuzco, asfghghjk.

W zasadzie, to pierwsze animowane dziecię jest, także kocham. 
Wielbię. 
Wpadam w samozachwyt.
To nie jest dziwne. <ok>


_______________________________
PS. Odprawiałam dzisiaj egzorcyzmy na bracie, ale wciąż się nie wyprowadził, hm.
PS 2. Z nudów przekopałam stare wiadomości z czatu na facebooku. Dziwne, że te parę osób, z którymi piszę, jeszcze mnie nie wykopało ze znajomków.
"dzisiaj
jadłam kanapkę
i wzięłam do ręki długopis
po czym położyłam go na talerzu
i zaczęłam go używać jak widelca
smutek żal
kto je kanapkę długopisem"
PS 3. Zapach kaszmiru również zawdzięczamy Ewie, czyli istocie, która mnie nienawidzi, bo, cytuję: "ZA ŁADNE. SPADAJ Z TAKIMI RYSUNKAMI". Mam hejterów, yay. XD
PS 4. Jeżeli nie wiecie, czy chcecie produktywnie spędzić resztę wakacji, to polecam ogarnąć Supernatural. Cudowne godziny śmiechu i płaczu jednocześnie. Wskazówka: lepiej nie zrażać się pierwszymi odcinkami, z każdym sezonem jest coraz lepiej. <kiwa główką>
PS 5. Nie rozumiem ludzi, którzy siedzą w łazience mniej niż pięć minut. 
....?? 
..?.
..
???..
jak
PS 6. Prawdopodobnie powinnam więcej życia/wychodzenia na dwór/rysowania i mniej tumblra, ale ahahaha, jakie życie, ja i jakiekolwiek życie? #not my division



/bezduszny koniec/

28 maja, 2013

John, anioły, kosmici, amputowane kończyny i parasolki.


Hej!


Dzisiejszą notkę sponsorowała burza, która zawłaszczyła sobie ładną część nieba
w tempie ekspresowym... i bardzo mnie pogoniła z notką.

Tak więc, zgodnie z zasadą "wszyscy kochają mutanty" wrzucam te śmiesznostki dzisiaj, a nie jutro.

Enjoy.


~*~




John Hamish Watson, the conductor of light.

"It may be that you are not yourself luminous, but you are a conductor of light. 
Some people without possessing genius have a remarkable power of stimulating it."


Marcela miała ogólnie dobry dzień rysowania, bo deszcz.
Dlatego spędziła pół godziny nad "pięciominutówką", bawiąc się jak dziecko johnową twarzą.

Pomagałam sobie jakimś zdjęciem - zlinczujcie mnie za to,
ale zupełnie nie wiem, gdzie się zapodziało.

A ile ja się namordowałam nad zaznaczeniem tego koloru! Leciałam z linią na tysiąc sposobów i wciąż jest krzywo. Mam to gdzieś, nie moja twarz jest teraz w połowie Chińczykiem.

Marcin - mój brat - na koniec powiedział, że wygląda staro. Lol.

Zginął na miejscu. ._.






Marcelinowe łatanie aniołów. Bardzo fantazyjne krawiectwo przy tym.

Supernatural działa silnie na mózgoczaszkę, chociaż jestem dopiero na drugim sezonie,
 a Castiela ani na lekarstwo. Smutek, żal i krokodyle łzy.





Jaka psychodelia, łomatko.

Istotka bez nosa nazywa się Omegle i lepiej traktujcie ją z szacunkiem, boo...
No, bo jest tak cool, że mogłaby być wydajną chłodnią przemysłową. Wyższe sfery i półki.

Zielona to Christine. Pracuje w zakładzie pogrzebowym, a po godzinach dorabia w bibliotece.
Ma fatalną pamięć, więc zdarza się, że wypożycza koleżankom akty zgonu zamiast romansideł,
dlatego nie ma koleżanek. Biedna... ta Christine... nikt jej nie lubi... nikt... jej nie kocha...
*czarna rozpacz*

A facecik zwie się Franek i jest bezużyteczny.

(O drugiej w nocy na nic normalnego mnie już nie stać, ech.)
 




Rysunków z godziny drugiej nie-popołudniu ciąg dalszy. 

Tym razem Marcela-chirurg dokonała skomplikowanej amputacji lewej ręki. Po czym wywierciła dziurę w brzuchu i dodała węża odmiany kosmicznej. Co prawda, Marcela-chirurg miała ochotę pokrzywdzić jeszcze plecy ofiary, ale to już kiedyś uczyniła, więc zakryła je płaszczem. Pszebiegue.

Btw. Moja pamięć jest naprawdę, naprawdę okropna - gdzieś w wieku lat siedmiu
uciekła z krzykiem przez cebulki włosowe i obrażona na nią jestem, miał być bal inny. |D

W taki sposób marcelowa skleroza osiągnęła najwyższy level.

Nie ma już dla mnie ratunku.




To by było jakoś tak:

- ziomek z rogami, który trochę przypomina Grovera z Percy'ego Jacksona, ale co ja się znam, utknęłam na drugiem tomie
- Miyo wołająca halp, bo nie umie zrobić przewrotu na w-fie, haha, ciota... chwila, dlaczego wrzucam sama sobie?
- ave kreski, ave szkice, ave ja, która psuje szkice tysiącami kresek.




Wszystko jest lepsze z tęczą! #YOLO #SWAG #tło #jakie tło #co macie do mojej tęczy

Nawet nie jest mi przykro.
Not at all.
Jestem dokładnym przeciwieństwem słowa "przepraszam".

Oto jest skutek emocjonującej rozkminy z Ewą... o Sherlocku, twarzach, które są nienarysowalne (dzień dobry, panie Scott), parasolkach i skoro Mycroft ma czarną, to Jim może mieć różową.

Bo jak Jimmy chce kogoś wysadzić to zaczyna strasznie gwiazdorzyć.


______________________________
PS. Do czego to doszło, żebym rozwiązywanie zadań z matematyki uznała za odprężające i w ogóle zen, doskonałość cyfr w kratkach.
PS 2. Łapka w górę, jeśli wtrącasz coś o mordercach/seryjnych zabójcach/kryminalistach/ wysadzaniu w powietrze/odciętych częściach ciała w normalnej rozmowie z kimkolwiek, powodując ich dyskomfort.
PS 3. Zienek i Buka twierdzą, że jestem krejzi i kocham życie na krawędzi, skoro czasem nie odrobiam pracy domowej, wth.

PS 4. Od dziś mieszkam w Empiku! Mój adres to Empik, Lublin Plaza, ul. Lipowa 13, jakby ktoś chciał mi wysłać kartkę świąteczną albo list gończy. Whatever.
PS 5. Lubię burze, zawsze mam po nich wenę. Tylko ten brak elektryczności trochę przeszkadza w rysowaniu. Troszeczkę. *wytęża czerwone oczy przy świeczce*
PS 6. Milutki poradnik dla ludzi, którzy chcą przetrwać z artystą:




Nie to, żebym porzuciła moją ambicję zostania Starą Panną z dwunastoma kotami. 

To znaczy, chciałabym być jeszcze pół-disneyowską księżniczką oraz pół-korkiem od butelek...
Ale życie spędzone na kupowaniu mleka wydaje się prostsze i nie wymaga matury. ;_;





Dobranoc.